Duńczycy będą promowali album światową trasą koncertową „Greatest Of All Tours Worldwide”. 13 października Volbeat wystąpią w Warszawie (COS Torwar).
Pisanie tekstu tego utwory sprawiło mi ogromną frajdę. Opowiada o wyrzutkach i upadłych aniołach Boga – wszystkich aniołach, które zostały wyrzucone z Nieba. Mnie tymczasem powierzono zadanie zebrania ich na wielki wóz i przewiezienia do stodoły. W stodole odbywa się rytuał, podczas którego upadłe anioły są składane w ofierze potomstwu Szatana, by stworzyć armię żołnierzy nowego, mrocznego królestwa. Zamiast więc zaprosić moją ukochaną na seans do kina, mówię: „Mam coś lepszego. Musisz zobaczyć, co dzieje się w tej stodole... zostaliśmy zaproszeni, by być świadkami narodzin potomka Szatana i upadku świata. Co ty na to?” – kontynuuje Michael, po czym kończy: – Myślę, że niektórzy przeczytają ten tekst i pomyślą: „Co jest nie tak z tym”? Ale to wszystko dla zabawy. To jak głupkowaty horror. A może nie? – śmieje się Poulsen.
Przygotowując „God Of Angels Trust” duński zespół, który ma na koncie dziesięć pierwszych miejsc na liście Billboard Mainstream Rock Airplay (więcej niż jakikolwiek zespół spoza Ameryki Północnej), postawił wszystko na jedną kartę, ignorując utarte schematy i nie oglądając się na tradycyjne zasady pisania piosenek, szukając czegoś nowego i zaskakującego. Efekt końcowy zachwyci wiernych fanów Volbeat.
W przeszłości poświęcałem bardzo dużo czasu na pisanie utworów i obsesyjnie dopracowywałem każdy element przed ich ukończeniem. Tym razem chciałem nagrać album Volbeat bez nadmiernego analizowania. Zamiast trzymać się jakiejkolwiek struktury, powiedziałem sobie: „Nie ma żadnych zasad. Mogę zrobić, co tylko chcę. Mogę zacząć od refrenu albo stworzyć utwór, składający się wyłącznie z nakładających się na siebie zwrotek. Wszystko jest dozwolone”. To było dla mnie wyzwalające i ekscytujące przy pisaniu tego albumu – mówi Michael Poulsen.
Fascynacja Poulsena związana z burzeniem konwencji jest wyczuwalna na całym „God Of Angels Trust” – dynamicznym i pełnym mocy albumie, który nadal brzmi jak Volbeat, jednocześnie niosąc świeżą, metalową i melodyjną energię.
Poulsen rozpoczął pracę nad następcą „Servant of the Mind” (2021) latem 2024 r. Zespół zrobił sobie roczną przerwę od tras koncertowych, by dać Michaelowi czas na regenerację po operacji gardła i umożliwić mu zagranie trasy z jego deathmetalowym projektem Asinhell. Z jednej strony napędzała go ekscytacja związana z nagrywaniem nowego albumu Volbeat, z drugiej – postanowienie, by nie podążać utartymi ścieżkami. Poulsen przez zaledwie trzy tygodnie pracował nad utworami wspólnie z perkusistą Jonem Larsenem i basistą Kasparem Boye Larsenem. Co niesamowite, na każdej próbie powstawał nowy utwór. Po trzech tygodniach Volbeat mieli gotową połowę „God Of Angels Trust”. To właśnie wtedy Poulsen uznał, że brak zasad oznacza pełną swobodę twórczą, i postanowił obrać jeszcze inną ścieżkę. Zespół wciąż tworzył i ćwiczył, opracowując dwa utwory tygodniowo, ale zaczął też komponować bardziej klasyczne rockowe piosenki, sięgając po tradycyjne elementy.
Muzycy weszli do studia jesienią 2024 roku pod okiem długoletniego producenta Jacoba Hansena. Podobnie jak w procesie pisania, Poulsen chciał działać intuicyjnie i szybko, więc artyści po prostu podłączyli instrumenty i zaczęli grać. Aby zachować surową energię i spontaniczność, Volbeat nagrywali na żywo, wykonując jak najmniej powtórek przed przejściem do kolejnego utworu.Jeśli chodzi o partie solowe, nie było wątpliwości, że Volbeat zaproszą Flemminga C. Lunda, który aktualnie koncertuje z zespołem i wcześniej współpracował z Poulsenem w Asinhell. Zaledwie 13 dni po rozpoczęciu nagrań z Hansenem album był gotowy.Choć imponujące jest to, że Volbeat napisali i nagrali cały album w około pięć tygodni, jeszcze bardziej zdumiewający jest fakt, że „God Of Angels Trust” jest równie dopracowany, różnorodny i satysfakcjonujący albumy, na stworzenie których poświęcono nawet dziesięć razy więcej czasu.
W pewnym sensie czuję, że zatoczyliśmy pełne koło. Jeśli rysujesz okrąg przez dłuższy czas, w końcu wracasz do punktu wyjścia – i dokładnie tak się teraz czuję. Przeszedłem operacje, zmiany w składzie zespołu i wiele innych rzeczy, ale teraz mam wrażenie, jakbyśmy przeżywali odrodzenie. Nie czuję, że to nasz dziewiąty album studyjny. Mam wrażenie, jakbyśmy zaczynali od pierwszego. To naprawdę odświeżające – cieszy się Poulsen.